Wiceminister rozwoju dla Interii: Będą zmiany w zamówieniach publicznych

Piątek, 19 lutego 2016 (10:15)

Naszym celem jest otwarcie się na przedsiębiorców z niezbyt dużym stażem i z niewielkimi zrealizowanymi kontraktami. To właśnie ludzie ze startupów - mówi w rozmowie z Pawłem Czuryło Jadwiga Emilewicz, wiceminister rozwoju.

Zdjęcie

Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju. Fot. Łukasz Krajewski /Agencja Gazeta
Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju. Fot. Łukasz Krajewski
/Agencja Gazeta

Paweł Czuryło, Interia: Rada ds. Innowacyjności, Start in Poland, spotkania w Campusie Google, Orzeł Innowacji. To wszystko z Pani udziałem. Zatem to już innowacyjna twarz rządu?
Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju: + Cieszę się, że już od początku czeka mnie wiele ambitnych wyzwań, bo projekty, z którymi wychodzimy do środowisk startupów, przedsiębiorców, spotykają się z szerokim zainteresowaniem. Powinniśmy być takimi poławiaczami talentów, które wspieramy i wypuszczamy na szerokie wody, bo to jest w interesie nas wszystkich. Jednocześnie chcemy, by rozwiązania, które proponujemy, powstawały w odpowiedzi na realne potrzeby, a nie jako widzimisię urzędników czy też nas polityków.

Jak wygląda praca powołanej niedawno Rady ds. Innowacyjności?
- Co tydzień działamy w ramach Zespołu ds. innowacyjności, który tworzą podsekretarze stanu. Identyfikujemy problemy w ramach każdego ministerstwa, które chcielibyśmy wkrótce usystematyzować i zaprezentować, by poszukać wspólnych rozwiązań. W perspektywie tego roku chcemy sporządzić białą księgę barier w innowacjach. Ona pokaże nam ustawy konieczne do zmiany. Wspólnie z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego szykujemy też nowelizację ustawy o wsparciu innowacyjności, przygotowujemy większe zachęty podatkowe do inwestycji, żeby przedsiębiorcy nie bali się ryzykować.

Reklama

Nie boi się Pani jednak, że szeroko promowany przez rząd projekt Innowacyjna Polska będzie przypominał chyba nie do końca udany projekt Polskie Łupki? Poprzedni rząd nadał specjalną narrację i temat spółkom, by inwestowały w poszukiwania, pojawili się też zagraniczni inwestorzy, którzy jednak wycofali się znad Wisły... Może więc ta innowacyjność też nie będzie do końca naturalna, żeby nie powiedzieć wymuszona?
- To jednak trochę inna sprawa, bo startupowcy są na ziemi (śmiech - red.). Sięgnięcie do nich jest znacznie tańsze niż po łupki, oni są zorganizowani, komunikują swoje oczekiwania, które nie są zbyt wygórowane. Chodzi im o korektę rozwiązań prawnych, co nie wymaga szczególnej rewolucji w prawie np. spółek handlowych czy zamówień publicznych. Planujemy już zmiany, przyjmiemy je za dwa miesiące. Zasadniczym celem jest otwarcie się na przedsiębiorców z niezbyt dużym stażem i z niewielkimi zrealizowanymi kontraktami. To właśnie ludzie ze startupów. Oni mają ciekawe pomysły, innowacyjne rozwiązania i nie udokumentowali tego w kontakcie z administracją czy spółkami skarbu państwa. Ale warto zaryzykować, dać im zlecenia. Ta ustawa zniweluje też często krytykowane przez wszystkich, w tym przez urzędników, kryterium najniższej ceny.

Wiele osób z różnych stron innowacyjnego ekosystemu wskazywało na problem w relacjach biznes-nauka. Biznes wciąż chyba nie ma dostatecznego zaufania do naukowców, którym z kolei do końca zależy na wdrożeniach swoich projektów...
- Każda z tych grup ma inne interesy. Naukowcy chcą publikować swoje dokonania, biznes często chce zatrzymać je w zaciszu laboratorium do momentu komercjalizacji projektu. Są dobre przykłady, choćby Instytut Lotnictwa w Warszawie - tam mamy zatrudnionych ponad 1100 inżynierów, których podstawową ambicją jest nie tylko rozwój naukowy, ale przede wszystkim angażowanie się w projekty wdrożeniowe. Czyli jest to możliwe i takich przykładów jest w Polsce sporo, to także np. Instytut Farmacji. Przy zaangażowaniu środków publicznych możemy mieć spore osiągnięcia w innowacyjności. Ale nie zmieni tego żadna ustawa, to kwestia zmiany świadomości. W rządowym Zespole ds. innowacji rozmawiamy, np. z wiceministrem nauki, i o tych barierach. Wiemy już, że są wymagane pewne zmiany w ustawie o szkolnictwie wyższym, które będą premiować nie tylko za dydaktykę, za publikacje, ale i za wdrożenia.

Planujecie Państwo spore zmiany w zakresie działania takich instytucji jak NCBiR czy PARP, które współpracują i z naukowcami, i z biznesem. Jaki jest cel tych działań?
- Dziś startupowcy nie narzekają na brak kapitału, ale raczej na to, że na różnych etapach potrzebne są instrumenty, które są dziś porozrzucane trochę jak puzzle na podłodze. To będzie test dla nas, bo zaraz ruszają konkursy w ramach kolejnej perspektywy unijnej. Nas najbardziej interesują te z programu Innowacyjny Rozwój, mamy ogromne środki w NCBiR, za chwilę środki w PARP, mamy mechanizmy dotacyjne, ale i instrumenty zwrotne. Zależy nam na tym, by różne projekty udało się dobrze połączyć, tym bardziej że przestawiamy zwrotnicę na przedsiębiorczość.
- Wierzymy, że przedsiębiorcy nie będą się bali trochę zaryzykować z innowacyjnymi inwestycjami. Wiemy, jak wielu małych i dużych raziła kwestia oceny formalnej, ona konsumowała dużą część energii i czasu. Więc w programach wysoko finansowanych chcemy odwrócić logikę oceny - pierwsza będzie merytoryczna, a druga formalna. Wszystko po to, żeby nie zgubić ciekawych projektów. Kiedy przedsiębiorca opowiada o projekcie, można odróżnić, że to jego własny projekt, a nie firmy konsultingowej. Administracja może zaś pomóc w wypełnianiu wniosku o środki z UE. Nie możemy zgubić pereł. Porządkujemy więc wszystkie dostępne instrumenty, które są na stole, i staramy się zbudować łańcuch przyczynowo-skutkowy. Rolą administracji jest wyłapać te najlepsze produkty i wpuszczać w tunel wsparcia.

Jak w przyszłości mogłaby wyglądać rola np. spółek Skarbu Państwa we wspieraniu innowacyjności?
- Warto spojrzeć na sposób myślenia, jaki zachodzi w dużych zachodnich korporacjach. One wiedzą, że same w swojej strukturze nie będą w stanie wyszukać czegoś nowego, czym będą mogły zająć się za 5-10 lat i dlatego zakładają np. miasteczka, do których ściągają młodych twórców, finansują ich pomysły, a na koniec często je odkupują. Takie miejsca powstają także w Polsce i "wysysają" nasze talenty, rozszerzając portfolio zachodnich korporacji. Nie wymyślamy prochu, chcielibyśmy zrobić to samo, spróbować nauczyć spółki skarbu państwa myśleć innowacyjnie. Zależy nam, by je zachęcać do poszukiwania swoich nisz, tak aby znajdować kolejne przewagi konkurencyjne. One muszą szukać nowych rynków.

A nie jest tak, że to zarządy spółek same jednak powinny decydować o strategiach?
- Oczywiście, że nie może być tak, że minister wydał odgórną decyzję. Nam chodzi raczej o przekonanie zarządów: popatrzcie, macie infrastrukturę, jest zielone światło, zróbmy to razem, a do tego dostaniecie młodych innowatorów. Już dziś mamy np. ARP Ventures - spółkę, która została powołana do działania, o jakie nam chodzi. Na pewno jednak naszym celem nie jest wyeksportowanie 100 startupów do Doliny Krzemowej, bo talenty chcemy zatrzymywać w Polsce, podobnie jak przyciągać talenty z regionu, z Białorusi, z Ukrainy.

To jak mają wyglądać efekty innowacyjnych działań rządu np. na koniec kadencji parlamentu?
- Chodzi nam o to by wydatki na badania i rozwój były dwukrotnie większe niż dotąd. Mamy na to 16,5 mld euro do 2020 roku ze środków europejskich, a jak dołożymy własne, to będzie nieźle. Dobrze byłoby zobaczyć polskie czempiony, które nie boją się ryzykować i stawiają na innowacje.

Będą pewnie zarzuty o interwencjonizm.
- Ale taka jest rola państwa. Popatrzmy na Niemców, którzy systemowo wspierają swoją gospodarkę. To raczej zdroworozsądkowe inwestycje, zachęta dla narodowych czempionów. Sukcesem byłoby to gdyby środki na innowacje w Polsce pochodziły w 2/3 od firm firm, a 1/3 stanowiły pieniądze publiczne. To będzie sygnał, że nie interesuje nas sprzedaż prostych produktów, tylko chcemy zaoferować światu coś więcej. Państwo powinno być akuszerem przyszłościowych projektów dających nowe technologie, miejsca pracy czy wzrost eksportu. Oczywiście marzeniem byłby polski Nobel, ale jeśli nie, to dobre będzie kilka znanych w świecie konsorcjów badawczo-rozwojowo- przemysłowych.

Rozmawiał Paweł Czuryło

Artykuł pochodzi z kategorii: Innowacje - Wiadomości

Więcej na temat:innowacyjność

Zobacz również

  • Start-upy medyczne pomogą w diagnozie i leczeniu

    Asystent rehabilitacji dla pacjentów, biodegradowalny opatrunek, stabilizator kręgosłupa czy mobilny system do genetycznej identyfikacji zakażeń – to innowacyjne projekty start-upów, które zostaną... więcej